Czasem wystarczy kot na kolanach, żeby świat znowu był na swoim miejscu.
Moja historia
Zanim masowo zaprosiliśmy koty do współdzielenia z nami mieszkań i domów, chadzały własnymi, wiejskimi ścieżkami. W tamtym okresie byłam małą dziewczynką, która przesiadywała godzinami na strychu domu Dziadków i podstępnie udając miauczenie, próbowała zwabić małe, puchate kulki, by choć na chwilę dotknąć ich futerka. Na strychu roiło się od myszy, zboża i gospodarskich bibelotów, a ja byłam zachwycona, gdy kocięta choć na chwilę wychynęły z ciemnych zakamarków, niektóre nawet prowadziły ze mną dialog, upewniając mnie, w tym, że dobrze opanowałam dźwiękonaśladownictwo. Byłam cierpliwa, nienachalna i chyba im się to podobało, bo po kilku dniach swobodnie bawiły się przed moimi oczami.
Pierwszym kotem, który ze mną zamieszkał była syjamka Rubia. Byłam wtedy studentką Politechniki Wrocławskiej, której chłopak złamał serce. Kotka pozwoliła mi się sobą zaopiekować i tak po prostu na pstryknięcie, zatraciłam się w kocim świecie. Opiekunka była ze mnie fatalna, pamiętam jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że kot rozkopuje piasek, gdy wchodzi do kuwety! Szybko uświadomiłam sobie, że najwyższy czas zaczerpnąć wiedzy z kociej literatury o tym dziwnym stworzeniu, bo nie widziałam nigdy, żeby na strychu kot coś rozkopywał… Z uwagi na to, że w tamtych czasach wśród właścicieli mieszkań krążyło powszechne przekonanie o demonicznej naturze kotów jako niszczycieli tapet i wynajmowanych kanap, musiałam Rubię przetransportować do rodzinnego domu, choć biedaczka nawet nie zdążyła jeszcze zaprezentować nikomu swoich zapędów. Wiedzie aż dotąd szczęśliwe życie przy boku moich rodziców jako ich trzecia córka.
Kolejny skok na głęboką wodę wykonałam dopiero po studiach, gdy postanowiłam być hodowcą kotów rosyjskich niebieskich. Trwało to 8 lat. Hodowca też był ze mnie mierny, nie goniłam za medalami i tytułami championów. Pamiętam jak raz w życiu pojechałam na wystawę i trzęsłam się ze strachu bardziej od mojej kotki. Obiecałam sobie – nigdy więcej!
Żadnego ze swoich dorosłych kotów nie potrafiłam oddawać do adopcji, a konflikty w grupie nawarstwiały się. Na pocieszenie dodam, że kocięta miały u mnie piękne życie, pełne miłości. Miałam również szczęście trafiać na świadomych opiekunów, ale z czasem bardziej polubiłam propagowanie wiedzy o kotach niż aspekty, związane stricte z hodowlą, wobec tego postanowiłam zostać behawiorystą, aby móc rozwiązywać problemy swoje i innych.
W 2026 roku ukończyłam kurs dyplomowy „Advanced Diploma in the Practical Aspects of Cat Behaviour & Behavioural Therapy” w polskiej wersji językowej, dający brytyjskie kwalifikacje behawiorysty kotów na licencji Centre of Applied Pet Ethology (COAPE), uzyskałam najwyższą ocenę A+. Aktualnie jestem również członkiem Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Aktywnie biorę udział w wielu webinarach i konferencjach o kotach, by pogłębiać swoją wiedzę.
To dziedzina, która wymaga stałej edukacji, wiele aspektów kociego życia nie zostało jeszcze tak wnikliwie zbadanych jak u naszych psich przyjaciół. Koty jako gatunek terytorialny są dla nas ludzi – gatunku społecznego, często nieoczywiste w swoim zachowaniu, prędzej rozumiemy psy, próbując nawet przypisywać ich cechy kotom, a to prowadzi do licznych nieporozumień. Jeśli nie pojmujesz swojego kota, który załatwia się na kanapie, nie jesteś w tym sam. Często odkrycie złożoności ich motywów to materiał na dobra zagadkę kryminalną!
W takim razie już zabieram swój kuferek pełen różności, otwarty umysł i pędzę do Ciebie z pomocą!
Do zobaczenia 🙂
Działam z Pasji
Podejście do pracy
Łączę wysoką kulturę komunikacji z pozytywnym nastawieniem, bo praca z problemami wymaga na wstępie przede wszystkim empatii w najczystszej postaci, a także rozładowania napiętej atmosfery. Przy tym wszystkim potrafię uważnie słuchać i być wsparciem merytorycznym dla opiekunów i ich dzieci. Gdy przychodzi do konkretnych rozwiązań jestem precyzyjna w tym co chcę osiągnąć, drobiazgowa i rzetelna. Nie boję się wyzwań i jestem elastyczna pod względem współpracy. Zależy mi, żeby cała rodzina czuła się swobodnie na konsultacji, bo przychodzę by pomóc nie tylko kotu, ale może właśnie przede wszystkim jego opiekunom przebrnąć przez trudny okres zmian.
Wiem jedno, brak wiedzy i błędy które popełniamy w stosunku do naszych pupili nie definiują nas jako złych opiekunów. Jeśli już znalazłeś się na tej stronie, to znaczy, że szukasz rozwiązań, a to cecha najbardziej troskliwego opiekuna, jakiego może wymarzyć sobie Twój kot!
Dobrostan emocjonalny punktem wyjścia
Zanim analizuję zachowanie — analizuję emocje.
Każde zachowanie problemowe jest komunikatem o stanie emocjonalnym kota.
Reprezentuję podejście przedstawiające rozumienie zachowania jako objawu, a nie „złośliwości”.
Edukacja i wsparcie opiekuna
Skupiam się na budowaniu kompetencji opiekuna w opiece nad kotem.
Tłumaczę jak wzmacniać zachowania pożądane
Staram się tworzyć realistyczne plany terapii w oparciu o szczerą ocenę sytuacji.
Pracuję z całym systemem:
kot–człowiek–środowisko
Analiza przyczyn, nie objawów
Nie pracuję nad „wygaszeniem zachowania”, lecz nad jego funkcją.
Identyfikuję czynniki wewnętrzne (zdrowie, ból, temperament, stres) i zewnętrzne (środowisko, relacje, rutyna).
Zajmuję się wykrywaniem wzmocnień podtrzymujących zachowanie.
Współpracuję z lekarzem weterynarii, gdy to konieczne.
Reprezentuję systemowe myślenie:
kot funkcjonuje w kontekście.
Zaufaj mojej wiedzy, intuicji oraz doświadczeniu.
Pokażę drogę do tego jak cieszyć się spokojną, pełną zaufania relacją. Wyjaśnię krok po kroku co zrobić i dlaczego jest to ważne z punktu widzenia kota. Moja wiedza z zakresu neurofizjologii, etologii, psychologii pomoże spojrzeć na problemowe zachowanie kota z szerszej perspektywy.
